Biedronka chwali się imponującą liczbą ponad 2.000 automatów do recyklingu w całym kraju, jednak rzeczywistość w Gorzowie odbiega od PR-owych komunikatów. Podczas gdy w wielu placówkach maszyn wciąż brakuje, tam, gdzie już stoją, stają się źródłem frustracji i bałaganu. Zamiast ekologicznego sukcesu, mamy „góry” śmieci na chodnikach.
Matejki tonie w plastiku
Przykładem największych problemów z systemem kaucyjnym w Gorzowie jest sklep na osiedlu Staszica przy ul. Matejki. Choć butelkomat tam działa, jego wydolność pozostawia wiele do życzenia. Urządzenie najwyraźniej nie jest opróżniane z częstotliwością dostosowaną do potrzeb mieszkańców. Efekt? Niepokojące sceny pod wejściem do sklepu.
Klienci, którzy przychodzą z torbami pełnymi opakowań, często zastają przepełniony automat. Zamiast zabrać odpady z powrotem do domu, masowo zostawiają je obok maszyny. Puste butelki i puszki zalegają na sąsiednim chodniku i pod ścianami sklepu, tworząc prowizoryczne wysypiska.

System, który generuje złość
Problem nie dotyczy tylko logistyki odbioru odpadów, ale też samej obsługi automatów. System, który miał zachęcać Polaków do recyklingu kwotą 50 groszy za opakowanie, w praktyce wywołuje irytację.
– Klienci przychodzą przekonani, że odzyskają kaucję za każdą przyniesioną rzecz. Gdy automat odrzuca część opakowań, frustracja szybko przeradza się w złość. Niektórzy próbują wrzucać butelki na siłę, inni machają ręką i po prostu rzucają śmieci na ziemię – relacjonują świadkowie.
To, co miało być symptomem nowoczesności, staje się obrazem chaosu i nieporozumień na linii klient-sklep.
Maszyny nie ma? Czas na „spowiedź” u kierownika
W wielu gorzowskich Biedronkach na nowoczesny recyklomat trzeba jeszcze poczekać. W takich miejscach sieć postawiła na rozwiązania, które klienci nazywają prześmiewczo „technologią kartonową”. Zamiast automatu, w sklepie znajduje się zwykły karton z dziurą.
Proces odzyskiwania kaucji w takich placówkach przypomina drogę przez mękę. Aby otrzymać zwrot pieniędzy, klient musi udać się do personelu, a często niemal „wyspowiadać się” z każdej przyniesionej butelki przed kierownikiem sklepu. Brak automatyzacji sprawia, że kolejki rosną, a pracownicy, i tak obciążeni obowiązkami, muszą ręcznie przeliczać brudne opakowania.

Statystyki kontra rzeczywistość
Biedronka dumnie ogłasza przekroczenie bariery 2.000 butelkomatów, ale dla mieszkańca Gorzowa, który potyka się o puste puszki pod sklepem na Staszica, te liczby nie mają znaczenia. Problem narasta, a system kaucyjny – zamiast upraszczać życie – na razie generuje więcej pytań niż odpowiedzi.





















