Na rondzie Santockim od kilku tygodni działają kamery systemu Red Light, rejestrujące przejazdy na czerwonym świetle. Efekt? W zaledwie 29 dni urządzenia wychwyciły ponad 1.200 wykroczeń. To pokazuje skalę problemu, ale jednocześnie… wywołało ogromne poruszenie wśród kierowców i mieszkańców.
Sygnalizacja wróciła – i od razu pojawiły się kontrowersje
Światła na rondzie Santockim zostały ponownie włączone po wielu miesiącach dyskusji o bezpieczeństwie. Miasto argumentowało, że sygnalizacja jest niezbędna ze względu na liczne kolizje. Wraz z nią uruchomiono system kamer, który automatycznie rejestruje pojazdy wjeżdżające na czerwonym świetle. Kamery działają bezobsługowo – rejestrują moment przekroczenia linii zatrzymania, identyfikują pojazd i przekazują dane do CANARD-u, który wystawia mandat. Kierowca nie ma możliwości „tłumaczenia się na miejscu”. Wszystko odbywa się automatycznie.
Mieszkańcy: „Zamiast pomóc, robią korki”
Wraz z uruchomieniem systemu lawinowo pojawiły się głosy sprzeciwu. Wielu kierowców twierdzi, że po przywróceniu sygnalizacji ruch w rejonie ronda znacząco spowolnił. – Rano to jest koszmar. Od ronda tworzy się gigantyczny korek, jakiego tu wcześniej nie było – mówi pani Katarzyna, mieszkanka ul. Górczyńskiej.
– Zatrzymują wszystkich na siłę. Jak zapala się żółte, to połowa kierowców gwałtownie hamuje, bo boją się mandatu. Przez to jest jeszcze gorzej – dodaje pan Marek, zawodowy kierowca.
Niezadowolenie było tak duże, że powstała petycja o wyłączenie sygnalizacji. W krótkim czasie podpisało ją ponad tysiąc mieszkańców. Autorzy petycji przekonują, że rondo – bez świateł – działało płynniej i bezpieczniej niż obecnie.
Miasto odpowiada: bezpieczeństwo jest najważniejsze
Przedstawiciele magistratu podkreślają, że decyzja o włączeniu sygnalizacji została podjęta na podstawie wcześniejszych analiz i statystyk zdarzeń drogowych. – Nie chodzi o karanie kierowców. Chodzi o bezpieczeństwo. Przejazd na czerwonym świetle to jedno z najpoważniejszych wykroczeń, prowadzące do najcięższych wypadków – wskazuje Rafał Krajczyński, miejski inżynier ruchu.
Według urzędników tak duża liczba wykroczeń nie świadczy o nadgorliwości kamer, lecz o tym, że problem faktycznie istnieje.
Kierowcy podzieleni. Kontrola tak, ale nie aż tak surowa
Część gorzowian przyznaje jednak, że choć korki są większe – to… bezpieczeństwo faktycznie się poprawiło. – Kiedy światła były wyłączone, ludzie wjeżdżali jak chcieli. Bałem się tam jeździć. Teraz jest spokojniej – twierdzi pan Roman, taksówkarz.
Mimo to kierowcy przyznają, że kamery „nie mają litości”. System nie widzi półśrodków ani sytuacji wyjątkowych – każde wjechanie po czerwonym, choćby minimalnym, oznacza mandat. A to budzi emocje.
NAJWAŻNIEJSZE DANE Z RONDA SANTOCKIEGO
Liczba wykroczeń w 29 dni: ponad 1.200
Wysokość mandatu za przejazd na czerwonym: 500 zł
Punkty karne: 15
Tolerancja czasowa systemu: ok. 2 sekundy
Liczba podpisów pod petycją o wyłączenie świateł: ponad 1.000
Główne zarzuty mieszkańców: korki, mniejsza płynność ruchu
Argument miasta: wzrost bezpieczeństwa i redukcja kolizji




















