Reprezentant Admiry Gorzów, Oleksij Koliadych, wywalczył złoty medal podczas kajakarskich Mistrzostw Świata w Poznaniu. Polak okazał się bezkonkurencyjny na torze regatowym Malta w rywalizacji jedynek kanadyjkowych (C1) na dystansie 200 metrów. To trzeci tytuł mistrza świata w karierze tego zawodnika.
Zmagania na poznańskim torze przyniosły gigantyczne emocje. Koliadych wyprzedził drugiego na mecie Artura Gulijewa z Uzbekistanu o zaledwie 0,10 sekundy. Mimo wyrównanej walki, gorzowski zawodnik po raz kolejny udowodnił, że jest absolutnym mistrzem sprinterskiego dystansu.
Śnił o złocie przez miesiące. „Wszystko podporządkowałem pod ten cel”
Po mistrzowskim biegu Oleksij Koliadych nie krył ogromnych emocji i zdradził, jak wiele wysiłku i mentalnego przygotowania kosztował go ten sukces. – Wyobrażałem to sobie, wizualizowałem. Przez ostatni miesiąc chyba codziennie śniło mi się to zwycięstwo, szczerze mówiąc. Starałem się, zrobiłem naprawdę wszystko. Podporządkowałem pod to sto procent swoich możliwości i są efekty – mówił na gorąco po finale.
Sezon nie zaczynał się jednak bezproblemowo. Zawodnik Admiry musiał mierzyć się z gorszą formą na początku roku, ale jego plan szkoleniowy zakładał pełną mobilizację właśnie na starty w Poznaniu. – Byłem bardzo zawiedziony na pierwszych Pucharach Świata. Później na Mistrzostwach Europy też nie było takiej dyspozycji, jaka powinna być. Ale taki był plan, żeby na Mistrzostwa Świata mieć tę najlepszą formę. Szkoda, że wcześniej nie było tych medali, ale ten złoty już wszystko wyjaśnia – podsumował reprezentant Polski.
Niepewność na mecie i wielka radość
Finisz rywalizacji C1 na 200 metrów był tak ciasny, że sam zawodnik do ostatniej chwili nie miał pewności, czy to on przeciął linię mety jako pierwszy. – Czułem, ale nie byłem pewien. Dopiero koledzy powiedzieli mi, że wygrałem. Prawdziwa pewność przyszła, kiedy dopływałem do pomostu i ludzie zaczęli krzyczeć. Niesamowite uczucie, naprawdę! – relacjonował złoty medalista.
Dla Koliadycha to kolejny wielki krok w karierze i dopełnienie ciężkiej pracy na treningach. – Jeszcze to do mnie nie dochodzi. Na razie wykonuję działania typu wywiady i tak dalej, ale tych emocji naprawdę jest dużo. Jestem przeszczęśliwy. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za wsparcie = dodał ze uśmiechem gorzowski kanadyjkarz.



















