PKP Polskie Linie Kolejowe ogłosiły wielki plan analiz zasilania, który ma objąć blisko 2.750 kilometrów tras w całym kraju. Na liście po raz kolejny znalazła się linia kolejowa nr 203, łącząca Kostrzyn z Tczewem przez Gorzów Wielkopolski, Piłę i Chojnice. Kolejarze chcą badać, czy i pod jakim napięciem opłaca się elektryfikować ten historyczny szlak. Dla mieszkańców Gorzowa to jednak fatalna wiadomość. Zamiast ciężkiego sprzętu i konkretnych deklaracji o rozpoczęciu robót, region otrzymuje kolejną porcję urzędniczych opracowań, które odsuną realne zmiany o długie lata.
Wielkie badanie sieci – na liście linia 203
Spółka PKP PLK przygotowuje się do zlecenia gigantycznych analiz systemów zasilania trakcyjnego. Obejmą one zarówno linie istniejące, jak i te dopiero planowane. Eksperci mają sprawdzić techniczną i ekonomiczną wykonalność elektryfikacji w dwóch wariantach napięć: tradycyjnym dla Polski systemie 3 kV DC (prąd stały) oraz nowoczesnym 25 kV AC (prąd przemienny).
Wśród wytypowanych tras, obok m.in. odcinków na Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce (Wągrowiec) czy na Pomorzu Zachodnim (Szczecin – Kołobrzeg), kluczowe miejsce zajmuje linia kolejowa nr 203. Ten strategiczny, liczący kilkaset kilometrów fragment dawnej Pruskiej Kolei Wschodniej (Ostbahn), spina Kostrzyn nad Odrą z Tczewem, przechodząc przez Gorzów Wielkopolski, Chojnice i Piłę. Choć od lat mówi się o konieczności jego unowocześnienia, dla zarządcy infrastruktury wciąż stanowi on głównie obiekt badań.
Gorzów zakleszczony w spalinowej rzeczywistości
Dla Gorzowa status linii 203 to sprawa fundamentalna. Miasto, będące jedną z dwóch stolic województwa lubuskiego, od dekad cierpi z powodu wykluczenia transportowego. Brak trakcji elektrycznej drastycznie ogranicza możliwości rozwoju oferty przewozowej. Przewoźnicy dalekobieżni niechętnie kierują tu nowoczesne pociągi, a konieczność obsługi połączeń taborem spalinowym generuje olbrzymie koszty i negatywnie wpływa na środowisko.
Planowane przez PLK analizy mają potrwać aż do 48 miesięcy (czyli pełne cztery lata) od momentu podpisania umów lub do wyczerpania przeznaczonych na ten cel środków. Oznacza to, że sam proces teoretycznego „sprawdzania możliwości” skończy się dopiero około 2030 roku. Dopiero potem mogłyby ruszyć ewentualne przetargi na projekty budowlane i właściwe prace.
Mieszkańcy mają dość: „Chcemy budowy, nie kolejnych papierów!”
Zapowiedź kolejnych analiz wywołała wśród mieszkańców Gorzowa i okolicznych powiatów falę ogromnego wzburzenia i zniecierpliwienia. Ludzie mają już zdecydowanie dość niekończącej się biurokracji i kolejnych studiów wykonalności, z których od lat nic nie wynika. Temat „drutów” nad linią 203 przewija się w obietnicach polityków i planach PKP przy każdej kolejnej perspektywie unijnej, kończąc się zawsze w ten sam sposób – odkładaniem decyzji na później.
Pasażerowie z północy regionu lubuskiego nie chcą słyszeć o kolejnych czterech latach analizowania napięcia 3 kV czy 25 kV. Chcą wreszcie usłyszeć jeden, jasny komunikat: „Prace budowlane przy elektryfikacji linii do Gorzowa właśnie się rozpoczynają”. Dość produkowania nikomu niepotrzebnych segregatorów z dokumentacją – czas na realne inwestycje, które pozwolą Gorzowowi na cywilizacyjny skok i pełne włączenie do ogólnokrajowej, nowoczesnej sieci kolejowej.























